Materiał informacyjny Wodociągów Miasta Krakowa
Rozmowę prowadził Redaktor Marek Długopolski.
– Czy restrykcyjne dyrektywy europejskie mogą doprowadzić do likwidacji przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych w Polsce?
– Nie wykluczam, że w wielu przypadkach tak może się stać.
– Które firmy mogą czuć się zagrożone?
– Na pewno te najmniejsze.
– Te najmniejsze mają przecież niższe koszty, więc powinny się spokojnie utrzymać na rynku.
– Niestety, w tym przypadku tak to nie działa.
– Dlaczego?
– Z bardzo prostego powodu. Nie będzie ich stać na zakup odpowiednich urządzeń i technologii, by spełnić rygorystyczne normy dotyczące jakości wody oraz odpowiedniego poziomu oczyszczania ścieków.
– Jaki tego będzie efekt?
– Ich funkcje będą musiały przejąć większe firmy, zasobne w odpowiednie fundusze, urządzenia, technologie, ludzi. W ten sposób narodzą się potężne firmy wodociągowo-kanalizacyjne. Może to stwierdzenie nie jest popularne, ale na pewno jest prawdziwe.
– W której grupie znajdą się Wodociągi Miasta Krakowa?
– Na pewno pozostaniemy na scenie: więksi, mocniejsi, bardziej nowocześni i innowacyjni. Tak będzie – nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.
– Wracając do unijnych dyrektyw…
– Mamy już „Dyrektywę w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi”, która dotyczy bezpieczeństwa całego łańcucha dostaw, od poboru wody, procesu jej uzdatniania, magazynowania, aż po otwarcie kranu. Na każdym z tych etapów woda musi być zdrowa, czysta i bezpieczna do picia. Przepisy te wprowadzają również konieczność analizy ryzyka w całym systemie wodociągowym – od ujęcia aż do przysłowiowego kranu. To wszystko oznacza, że każda firma produkująca i dostarczająca wodę musi stworzyć specjalny system jej badania. A na to wszystkich stać nie będzie.

– Ścieki też mogą sprawić kłopot?
– Oczywiście. Dyrektywa dotycząca „oczyszczania ścieków komunalnych” narzuca również rygorystyczne parametry usuwania zanieczyszczeń – w tym azotu i fosforu – oraz wprowadza wymóg usuwania mikrozanieczyszczeń. Nowe przepisy sprawią, że od 2027 r. większość małych i średnich przedsiębiorstw nie będzie w stanie wypełnić norm oczyszczania ścieków.
– Jeżeli zostanie wprowadzony kolejny, jeszcze bardziej wyśrubowany, tzw. czwarty stopień oczyszczania?
– Duże firmy również staną przed wielkim finansowym wyzwaniem. Na takie inwestycje będą mogły pozwolić sobie tylko najpotężniejsze przedsiębiorstwa. Wprawdzie to dość odległa perspektywa – dotyczy bowiem 2039 roku w przypadku dużych oczyszczalni oraz 2045 roku dla mniejszych – jednak już trzeba myśleć o tym, jak należy się przygotować do tego skomplikowanego procesu. I tylko dodam, że jeśli przepisy te zostaną wprowadzone, to ścieki będą oczyszczane do poziomu nieporównywalnie wyższego niż jakość wody płynącej w najczystszej rzece.
– Trzecia dyrektywa wpływająca na finanse firm to…
– Network and Information Security Directive 2, czyli tzw. NIS2. Dotyczy ona kilkunastu sektorów krytycznych Unii Europejskiej, w tym oczywiście dostaw wody oraz odbioru ścieków. I ona oznacza wielkie wydatki na zaawansowane, wyspecjalizowane systemy bezpieczeństwa. Czy zatem wszystkie firmy będą w stanie spełnić wymagania „Dyrektywy w sprawie środków na rzecz wysokiego wspólnego poziomu cyberbezpieczeństwa w Unii Europejskiej”? Znając realia tej branży – wątpię.
– Może więc część tych zadań powinna być finansowana nie z taryfy wodno-ściekowej, a z budżetu centralnego?
– Byłoby to bardzo dobre i rozsądne rozwiązanie.

– Jednak jego koszty byłyby olbrzymie?
– Dlatego raz jeszcze powtarzam – warunki narzucone przez unijne dyrektywy spełnić będą mogli najwięksi i najbardziej innowacyjni gracze na rynku. W tym bowiem przypadku duży zdecydowanie może więcej. Stąd musi dojść do sytuacji, w której nastąpi swego rodzaju połączenie działalności poszczególnych firm. Bardziej scalenie, bardzo bliska partnerska współpraca, niż konsolidacja. Tak dzieje się już od jakiegoś czasu na zachodzie Europy, m.in. we Francji.
– Nie będzie to jednak łatwy proces.
– Dlaczego? W Małopolsce on się już w pewien sposób materializuje. Większość gmin tworzących tzw. obwarzanek krakowski jest zainteresowana zrzucaniem ścieków do naszego systemu kanalizacji. Same nie są bowiem w stanie – oczywiście za rozsądne pieniądze – osiągnąć takich parametrów, jakie gwarantują nasze oczyszczalnie. W związku z tym ta presja integracji, oczywiście tylko w tym zakresie, jest już bardzo duża.
– Czy dostawy wody też są polem negocjacji?
– Tak. Obecnie, i nie jest to żadna tajemnica, tylko Wodociągi Miasta Krakowa są w stanie zapewnić systematyczne oraz pewne dostawy wody, bez względu na warunki pogodowe. Rozmowy o jej dostawach toczą się nawet z tymi gminami, które są bardziej odległe od Krakowa – myślę tu o Dobczycach, Raciechowicach czy Jodłowniku.
– Będziecie więc inwestować w odpowiedniej przepustowości magistrale wodne?
– Nie możemy. Prawo zabrania nam działania poza terenem gminy. Odpowiednią infrastrukturę muszą więc zbudować gminy, sięgając np. po środki unijne. Jednak, aby łatwiej było przygotować taką inwestycję, nie tylko przygotowaliśmy i sfinansowaliśmy projekt techniczny, ale przekazaliśmy go w formie darowizny. Oczywiście jest to również sposób zapewnienia wysokiej jakości usług na terenach, które mają niski wskaźnik zurbanizowania bądź dzisiaj odczuwają już bardzo duży deficyt wody.
– Niedawno uchwalona została ustawa o zmianie ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków.
– I nie ukrywam, cieszę się z tego powodu. W tę ustawę włożyliśmy bowiem bardzo dużo pracy, wysiłku i serca. Przypomnę tylko, że jej zapisy dotyczą m.in. jakości wody. Wciąż jednak czekamy na drugą nowelizację tej ustawy.
– Z jakiego powodu?
– Obejmie kwestie związane z taryfami za zbiorowe zaopatrzenie w wodę i zbiorowe odprowadzanie ścieków. Nad tym aktem prawnym wciąż jednak trwają prace. Mam nadzieję, że nie potrwa to już zbyt długo.
– Jak wygląda sytuacja firmy od strony inwestycyjnej?
– Niestety, muszę to powiedzieć, czuję pewien dyskomfort, jeśli chodzi o ograniczanie środków na rozwój, szczególnie w procesach związanych z programem FEnIKS, czyli Funduszami Europejskimi na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko 2021-2027. Jak już wcześniej powiedziałem, aby dostosować się do nowych dyrektyw, branży wodociągowo-kanalizacyjnej potrzebne będą gigantyczne fundusze. Natomiast te środki są nie tylko stosunkowo niewielkie, ale przede wszystkim znacząco niższe niż potrzeby.
– Czy jest więc nadzieja na większe pieniądze?
– Zobaczymy. Właśnie będziemy rozpoczynać dyskusję o przyszłej europejskiej perspektywie. Mam nadzieję, że znajdą się w niej znaczące fundusze, bo skala wyzwań stojących przed nami w najbliższej dekadzie jest gigantyczna. Dodam tylko, że zaopatrzenie w wodę i odbiór ścieków to strategiczne zadania w każdym państwie.
– O jakich kwotach Pan marzy?
– To nie marzenia, ale realne potrzeby.

– Jakie więc są?
– Mówimy o miliardach złotych.
– Sporo…
– To prawda. Przypomnę tylko, że zgodnie z naszym planem, który przygotowaliśmy do 2030 roku, na inwestycje przeznaczymy ponad 1,1 miliarda złotych. Kolejne 800-900 milionów złotych trafi na remonty. Wielka szkoda, że tylko 11% z tych funduszy to środki europejskie. Resztę wypracowaliśmy bądź są to kredyty inwestycyjne. Nie ukrywam więc, że struktura wydatków jest trudna, wręcz bardzo trudna. Dlatego też każdą złotówkę oglądamy wiele razy, nim ją wydamy.
– Może więc udało się choć rozwiązać problem finansowania zadań związanych z retencją?
– Niestety, nie. Problem ten został w tej perspektywie unijnej zbagatelizowany. Ucierpiały na tym szczególnie duże miasta, takie jak Warszawa, Poznań, Wrocław oraz Kraków.
– Zaniechaliście więc działań prowadzących do ochrony Krakowa przed coraz częstszymi nawalnymi deszczami?
– Ależ nie. Po to przecież stworzyliśmy m.in. „Wieloletni plan rozwoju i modernizacji urządzeń wodociągowych i urządzeń kanalizacyjnych na lata 2026-2030”, aby rozwiązywać te problemy, chronić Kraków przed nawalnymi deszczami i skutkami gwałtownych powodzi.
– Co w nim znajdziemy?
– Jednym z ważniejszych elementów tego planu jest budowa potężnego podziemnego zbiornika w pobliżu Wawelu. W razie potrzeby mógłby on przyjąć 15 tys. m sześc. wymieszanych wód opadowych i ścieków bytowych. Przypomnę też, że jego powstanie pozwoliłoby również ograniczyć o 80% częstotliwość pracy przelewu burzowego pod Wawelem, a tym samym zredukowałoby ilość nieczystości spływających bezpośrednio do Wisły.
– Skoro nieczystości nie spływałyby do Wisły, to gdzie trafiłyby? Chyba nie pozostałyby w tym zbiorniku?
– Oczywiście, że nie. Po ustaniu opadów zostałyby przepompowane do oczyszczalni ścieków i poddane pełnemu oczyszczeniu.
– Ambitna inwestycja.
– Nie tylko ambitna, ale też innowacyjna i bardzo potrzebna. Wspomnę tylko, że schodząc na głębokość 18-19 metrów poniżej poziomu gruntu, będziemy musieli m.in. „podeprzeć” wały wiślane. Prace te będą prowadzone w ścisłym kontakcie z Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej w Krakowie oraz nadzorem archeologicznym.
– Czy na pewno znajdą się pieniądze na ten potrzebny zbiornik?
– Zapewniam, że tak. Najpewniej jednak wybudujemy go z własnych środków.
– Zamierzacie również rozkopać krakowskie Błonia.
– Nie całe, lecz ich niewielką część – od strony al. 3 Maja – i tylko na czas budowy zespołu podziemnych zbiorników retencyjnych. Gdyby udało nam się je zrealizować, to moglibyśmy w nich zgromadzić ponad 100 tys. metrów sześciennych wody spływającej w czasie nawalnych deszczy. Oznaczałoby to ochronę przed podtopieniami sporej części Krakowa, w tym m.in. Muzeum Narodowego oraz Biblioteki Jagiellońskiej. Lepiej byłby również chroniony majątek, zdrowie, a także życie mieszkańców tej części stolicy Małopolski.
– Ten potężny zbiornik chcecie również budować z własnych pieniędzy?
– Nie. Musimy znaleźć na nie zewnętrzne finansowanie. Niestety, nie udało nam się – mimo długich rozmów z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska – znaleźć takiego mechanizmu, który pozwalałby finansować podobne projekty. Dlatego chcemy lobbować za tym, aby w następnej perspektywie unijnej znalazły się zapisy umożliwiające finansowanie tego typu inwestycji. Od nich bowiem często zależy nie tylko zdrowie, ale także życie ludzi. I dodam jeszcze, że takich zbiorników – na olbrzymie pojemności – jak te planowane w okolicach Wawelu i pod Błoniami, powinno powstać w Krakowie znacznie więcej.
– Czy są to inwestycje „opłacalne” dla firmy?
– Nie. Są to projekty oparte o potrzebę inwestycyjną i przyszłe koszty eksploatacyjne. Zapewniam, że nie ma w nich żadnego elementu związanego z przychodami. Projekty te i ich późniejsza eksploatacja bardzo więc negatywnie wpływać będą na nasz budżet. Jeżeli do tego dodalibyśmy jeszcze koszt obsługi ewentualnego kredytu zaciągniętego na budowę takiego zbiornika, to impact ekonomiczny takiej inwestycji będzie się kładł olbrzymim cieniem na naszym rachunku ekonomicznym. Mimo to jesteśmy gotowi ponieść te koszty, by zabezpieczyć Kraków przed zalewaniem.
– Jaka skala finansowania unijnego satysfakcjonowałaby Wodociągi Miasta Krakowa?
– Gdyby to było 50%, to rachunek kosztowy znacznie byłby korzystniejszy, ale z wdzięcznością przyjęlibyśmy również 30% wsparcia unijnego.

– Inwestycje te, powiązane z dyrektywami unijnymi, przełożą się na taryfy, czyli ceny dostaw wody i odbioru ścieków?
– Nie widzę takiego zagrożenia. Nie ukrywam, że do wdrożenia unijnych dyrektyw przygotowywaliśmy się już od jakiegoś czasu. Inwestując kilkanaście milionów złotych, stworzyliśmy np. specjalne laboratoria, w których możemy sprawdzać praktycznie wszystkie parametry wody i ścieków. Mamy kilkusetelementowy system tzw. punktów zgodności, w których pobieramy wodę, żeby ją od razu analizować. W ten sposób zbudowaliśmy mapę ryzyka, która dzisiaj staje się obligatoryjna w kontekście budowania systemu zarządzania ryzykiem zaopatrzenia w wodę. I dodam, że taką mapę ryzyka będą musiały stworzyć także małe i średnie wodociągi, co będzie nie tylko trudne, ale i kosztowne. Być może będzie to większe wyzwanie niż sama analityka.
– Skoro krakowskie wodociągi mają tak świetne laboratorium, to może warto oferować jego usługi na zewnątrz?
– Nie ukrywam, przymierzamy się do tego. Chcemy stworzyć nowy segment rynku, na którym moglibyśmy funkcjonować.
– Mniejsze firmy będą w stanie też to zrobić?
– Nie umiem na to pytanie do końca odpowiedzieć. Zapewniam jednak, że jesteśmy otwarci na transfer wiedzy. Mamy nie tylko bardzo doświadczonych pracowników, ale także współpracujemy z wieloma krakowskimi uczelniami. Zdaję sobie też sprawę z tego, że będziemy się musieli jeszcze nauczyć bardzo wielu rzeczy.
– Dysponujecie odpowiednimi zasobami wody?
– Na szczęście o to zadbali nasi poprzednicy – myślę tutaj zarówno o budowniczych pierwszej Stacji Pomp na Bielanach i wodociągu z Bielan do Krakowa, jak i ich następcach. Stolica Małopolski ma to szczęście, że jest jednym z nielicznych miast w Polsce, które mają tak mądrze zaprojektowany i zdywersyfikowany system zaopatrzenia w wodę – na 4 różne kierunki. Oczywiście nie można także zapomnieć o uruchomieniu w 1986 roku ujęcia na potężnym Zbiorniku Dobczyckim. Woda spiętrzona na Rabie jest dzisiaj gwarantem dostaw nie tylko dla Krakowa, ale także 14 małopolskich gmin.
– Czy te zasoby są odpowiednio zabezpieczone?
– Zapewniam, że tak, choć o szczegółach nie mogę mówić. Wspomnę tylko, że budując nasz system bezpieczeństwa, wzorowaliśmy się zarówno na doświadczeniach europejskich, jak i tych, które wynikają z wojny w Ukrainie.
– Czy stolicy Małopolski grozi blackout?
– Do blackoutu energetycznego może zawsze dojść. Na taką awarię nikt nigdy nie będzie w stu procentach gotowy. Dowiódł tego choćby największy w historii współczesnej Europy blackout, który nie tak dawno objął Hiszpanię, Portugalię, Andorę i część Francji.
– Z tym wiązać się może brak wody.
– To prawda. Nagła utrata zasilania sprawiłaby, że pewnie przez jakiś czas musielibyśmy wprowadzić reglamentację wody. Od razu jednak dodam, że na taki wypadek mamy przygotowane różne procedury, np. system zapewnienia ciągłości świadczenia usług. Staramy się więc robić wszystko, aby – gdyby nie daj Boże doszło do takiego zdarzenia – jego skutki zostały maksymalnie zminimalizowane. Stąd też cały czas jesteśmy w kontakcie ze wszystkimi służbami, a także Rządowym Centrum Bezpieczeństwa.
– Jesteśmy więc odpowiednio zabezpieczeni?
– Tak. Raz jeszcze powtarzam, że Kraków i sąsiadujące z nim gminy, jeśli chodzi o zasoby czystej wody i odbiór ścieków, są odpowiednio zabezpieczone. Wszystko to za sprawą długofalowego, trwającego ponad dwie dekady, procesu budowania w firmie wyspecjalizowanych kompetencji, a także świetnych, oddanych wodociągom pracowników. Dzięki nim Wodociągi Miasta Krakowa gwarantują pewne dostawy i najwyższą możliwą jakość wody, nie zapominając jednocześnie o inwestycjach – także w przyszłość.



